Dlaczego pingwiny cesarskie nigdy nie spotkają się z niedźwiedziami polarnymi? Czego możemy nauczyć się od mamy i taty pingwina? Dlaczego Antarktyda może być rajem? O tym wszystkim rozmawialiśmy z Panem Mikołajem Golachowskim, biologiem, ekologiem i podróżnikiem, przy okazji wywiadu, do którego zainspirowała nas „Elwirka na śnieżnej pustyni”.

Uwaga! Z kodem AMDmikolaj otrzymasz 40% rabatu na całą ofertę książkową Harper Kids Polska w księgarni harperkids.pl (dawniej: egmont.pl). Promocja ważna od 20.11 do 4.12. Rabat naliczany jest od ceny okładkowej.

Zapraszamy do lektury!

Redakcja AMD: W książce „Elwirka na śnieżnej pustyni” mały pingwin prawie odłącza się od stada – jest to chwila prawdziwej grozy. Czy samotny pingwin ma szanse przetrwać na Antarktydzie?

Mikołaj Golachowski: Młody nie ma żadnych szans, natomiast dorosły jak najbardziej. Pingwiny bardzo często polują samotnie, często też w grupach, ale wcale siebie tak bardzo nie potrzebują do przeżycia. Szanse pingwina na przeżycie zależą od tego, w jakiej sytuacji się znajduje, jak długo ma być sam itd. Generalnie dorosłe osobniki są samowystarczalne, natomiast pisklęta są w pełni uzależnione od rodziców i absolutnie nie miałyby żadnej możliwości przetrwać same.

W stadzie pingwiny po prostu tłoczą się razem i wzajemnie chronią przed wiatrem i zimnem. Zmieniają się w tej zewnętrznej warstwie stada, także każdy ma okazję się trochę ogrzać w środku, a potem sam się wystawia na wiatr i ogrzewa innych.

AMD: W potocznym wyobrażeniu różne gatunki zwierząt polarnych spotykają się na co dzień. Dlaczego w rzeczywistości niedźwiedź polarny nigdy nie zapoluje na pingwina cesarskiego?

M.G.: No właśnie, to jest jeden z podstawowych problemów, które ja spotykam w swojej pracy zawodowej. Często zwierzęta polarne są wrzucane do jednego worka, podczas gdy na świecie mamy dwa obszary polarne oddalone od siebie tak daleko, jak tylko się da: jest Arktyka na dalekiej północy – i tam mieszkają, między innymi, niedźwiedzie polarne, morsy, tam żyją Inuici, i tam nie ma żadnych pingwinów. Wszystkie pingwiny mieszkają na półkuli południowej, wiele z nich na Antarktydzie, która znajduje się wokół Bieguna Południowego. Więc niedźwiedź polarny w życiu nie widział żadnego pingwina, chyba że w zoo.

AMD: Pingwiny cesarskie zdają się reprezentować dość nowoczesny model rodziny. Jak podział ról między tatą i mamą pingwinami może nas zainspirować?

M.G.: Ten gatunek powinien nam po prostu przedstawić wzór. Oboje rodzice powinni brać taki sam udział w opiece nad potomstwem. Oczywiście, ze względów technicznych na ogół to samice wydają potomstwo na świat, ale jak najbardziej powinniśmy brać przykład z pingwinów cesarskich, bo wśród nich dzielenie się obowiązkami jest bardzo równomierne, a w rzeczywistości to samce właśnie spędzają najgorszy okres, czyli zimę na Antarktydzie, stojąc i ogrzewając zniesione przez samice jaja.

AMD: Jak to możliwe, że samce pingwinów cesarskich są w stanie pościć przez ponad dwa miesiące, kiedy wysiadują jaja, a mamy pingwiny podróżują nad ocean, żeby zdobyć pokarm?

M.G.: Muszą się najeść wcześniej na zaś, nagromadzić duże zapasy tłuszczu, z których później stopniowo korzystają. Oczywiście unikają ruchu w czasie wysiadywania jaj, poza przesuwaniem się, żeby nie stać na skraju grupy pingwinów, bo tam jest najzimniej.

Z kolei pingwinie mamy ruszają po zniesieniu jaj do oceanu, żeby uzupełnić zapasy tłuszczu, żeby się najeść, bo kiedy zima się skończy, to te samice zastąpią samców w opiece nas małymi, w związku z czym teraz to one zostaną długi czas bez jedzenia.

Takie długie posty występują u wielu różnych zwierząt. Niedźwiedzie polarne też nie jedzą przez długi czas, czekając, aż morze zamarznie i będą mogły znowu polować. To się po prostu zdarza.

AMD: Czy gesty pingwinów, które my interpretujemy jako wyraz czułości, faktycznie nimi są? Czy też może pingwinie przytulanie ma też inną funkcję?

M.G.: Myślę, że nie należy się bać takich interpretacji. Pingwiny tworzą, przynajmniej w danym sezonie, związek polegający na zaufaniu i wzajemnym wspieraniu się, więc z całą pewnością co najmniej się lubią. Na pewno część z tych gestów to są po prostu wyrazy czułości. Część z nich to są też zaloty, popisywanie się, jaki to jestem fajny i że warto się ze mną rozmnażać.

Natomiast przytulanie u pingwinów ma też taką funkcję: łatwiej im jest wtedy zachować ciepło. To robią i pisklaki i dorosłe pingwiny, w zależności od warunków – po prostu stają blisko siebie i wzajemnie się ogrzewają.

AMD: Powiedział Pan, że pingwiny tworzą związki w danym sezonie. To znaczy, że te zwierzęta nie dobierają się w pary na całe życie tylko mogą mieć dzieci z różnymi partnerami?

M.G.: Tak. To znaczy to jest tak, że jak im się uda spotkać partnera, z którym wcześniej się  rozmnażały z sukcesem, to wykazują wyraźną preferencję –  wolą mieć tego samego samca bądź samicę, co w zeszłym roku. Ale jeżeli się to nie uda, to nie mają problemu ze zmianą. Także rozwody w świecie pingwinów są czymś dosyć powszechnym.

AMD: A jak wygląda lato na Antarktydzie?

M.G.: Zależy, gdzie jesteśmy na Antarktydzie. Tam, gdzie mieszkają pingwiny cesarskie, takie jak Elwirka, w lecie lód się rozpuszcza i wtedy tam w zasadzie nie ma pingwinów. Generalnie w Antarktyce im dalej na południe, tym jest zimniej i w lecie pingwiny występują na obrzeżach kontynentu i na wyspach, gdzie faktycznie bywają dni bardzo ciepłe. Pingwiny raczej tego nie lubią, bo one mają tendencję do przegrzewania się. Są doskonale dostosowane do radzenia sobie z zimnem, ale jak jest za gorąco, to widać, że dyszą i starają się utracić ciepło.

AMD:  Powiedział Pan, że w Antarktyce zdarzają się bardzo ciepłe dni. O jakich temperaturach mówimy?

M.G.: Może tam być nawet kilkanaście stopni. W zeszłym roku po raz pierwszy temperatura w Antarktyce w jeden letni dzień przekroczyła 20 stopni. Może dla nas to nie jest supergorąco, ale dla pingwinów jak najbardziej.

AMD: Czyli globalne ocieplenie jest odczuwalne i zagraża mieszkańcom Arktyki i Antarktyki? Jak możemy pomóc złagodzić te zagrożenia?

M.G.: Tak, globalne ocieplenie zdecydowanie zagraża, nie tylko zwierzętom stref okołobiegunowych, ale także mieszkańcom całej planety. Nasza rola, jako jednostek, w łagodzeniu tych efektów jest niewielka. Oczywiście, wybory życiowe, jakie podejmujemy, to, czy staramy się ograniczyć nasz zgubny wpływ na środowisko, zredukować ślad węglowy i tak dalej, ma znaczenie. Jednak największe znaczenie dla środowiska miałaby zmiana ogólnej polityki światowej i działalności korporacji, bo to właśnie największe firmy są głównymi emitentami dwutlenku węgla, który z kolei wywołuje zmiany klimatu.

AMD:  Zatem czy mógłby nam Pan powiedzieć, jakie przygody mogą czekać Elwirkę w przyszłości?

M.G.: Mam nadzieję, że dożyje ona do następnego roku – bo ten pierwszy rok życia jest najtrudniejszy dla pingwinów, z resztą dla wielu zwierząt. Później Elwirka, tak jak inne pingwiny cesarskie, przez kilka pierwszych lat życia będzie sobie podróżować po okolicy i pływać w różne miejsca. Dopiero po kilku latach, jak już będzie w pełni dorosła, wróci w miejsce, gdzie sama się wykluła, żeby szukać partnera.

AMD: Powiedział Pan kiedyś, że Antarktyda jest dla Pana rajem i że cały świat powinien tak wyglądać. Dlaczego Pan tak uważa i jak wyglądałby według Pana świat zorganizowany na wzór Antarktydy?

M.G.: Cały świat powinien wyglądać jak Antarktyda – dla mnie istnieją dwa aspekty tej rzeczywistości, które chciałbym przenieść na resztę świata. Jeden z nich to aspekt przyrodniczy. Antarktyda jest na tyle daleko od innych kontynentów, że wszystko, co tam mieszka, musiało albo tam dopłynąć, albo dofrunąć. Nie ma tam żadnych dużych, lądowych zwierząt ani drapieżników, ludzi też tam nigdy nie było, bo przypominam, że Inuici mieszkają na drugim końcu świata. W związku z tym zwierzęta, które tam mieszkają, niczego się nie boją na lądzie, więc podchodzą do nas. I to jest prawie jak taki metafizyczny raj – one zbliżają się do ludzi, są zainteresowane nami i nie uciekają.

To oczywiste, że cały świat nie mógłby wyglądać jak Antarktyda, ale mógłby na pewno podzielać szacunek, którym darzymy zwierzęta na tym kontynencie. Na Antarktydzie jest absolutnie jednoznaczne, że to zwierzęta są u siebie i one mają pierwszeństwo, a my jesteśmy tylko gośćmi. Także jak się jedzie na Antarktydę, to pierwszą rzeczą, której się człowiek uczy, jest to, że należy przyrodę bardzo szanować i że ona jest ważniejsza od człowieka. Tego typu podejście by wszystkim dobrze zrobiło.

Natomiast jest też aspekt polityczno-organizacyjny, który chętnie przeniósłbym w inne rejony świata.

Cała Antarktyda to jest kontynent na mocy Układu Antarktycznego poświęcony nauce i działaniom związanym z pokojem na świecie. Tam wszyscy ze sobą współpracują, wszystkie państwa sobie pomagają. Nawet w czasach zimnej wojny, kiedy Związek Radziecki i Stany Zjednoczone były śmiertelnymi wrogami, w Antarktyce jak najbardziej ze sobą współpracowały, pomagały sobie wzajemnie i to było normalne.

Podobna sytuacja miała miejsce na wyspie, na której ja mieszkałem przez trzy lata. Znajdują się na niej stacja chilijska i stacja rosyjska, są one oddzielone tylko i wyłącznie wąskim strumieniem. W latach osiemdziesiątych, kiedy w Chile panował faszyzm, a Związek Radziecki był państwem komunistycznym – czyli były to kraje o  kompletnie przeciwstawnych systemach politycznych – Chilijczycy z Rosjanami też jak najbardziej się kolegowali i sobie wzajemnie pomagali. Pod tym względem Antarktyda daje wzór, jak powinna wyglądać międzynarodowa współpraca i kontakty z innymi państwami.

AMD: Serdecznie dziękujemy za wywiad!